sobota, 15 marca 2014

Wykończeni w lutym:)

Pora wyrzucić śmieci, więc dzisiaj będzie o kosmetykach, które udało mi się zużyć w lutym. Nie ma tego może jakoś dużo, ale i tak się cieszę, że nareszcie udaje mi się zużywać kosmetyki do końca.


Na początek pielęgnacja ciała:

  • Eucerin Olejek pod prysznic do suchej skóry- świetny, mega wydajny olejek. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Jest bardzo delikatny, dobrze myje i nie wysusza skóry. W moim przypadku nie musiałam nawet codziennie używać balsamu. Więcej o olejku możecie przeczytać w pełnej recenzji:  Eucerin - Olejek pod prysznic do skóry suchej i wrażliwej.
  • Joanna Naturia Peeling myjący z kawą, wygładzający -  to kolejne opakowanie tego produktu, miałam różne wersje zapachowe i wszystkie sprawdzają się świetnie. Peeling nie tylko dobrze myje, ale dzięki temu, że jest dość mocny wygładza skórę i sprawia, że staje się miła i gładka w dotyku. 
  • FM Spa Sól do kąpieli paczula - jedna z moich ulubionych soli do kąpieli, ma bardzo przyjemny i intensywny zapach, który nie znika po wsypaniu soli do wanny. Kiedy biorę kąpiel z tymi solami pachnie nie tylko cała łazienka ale i dom. Mojej skóry nie wysusza, ale niestety zawiera sls, więc pewnie nie wszyscy będą z niej zadowoleni. Więcej o soli możecie przeczytać w pełnej recenzji: Sól do kąpieli FM SPA . 


 Pielęgnacja twarzy:

  • Balea Serum pod oczy z kwasem hialuronowym - to jeden z kosmetyków, który przynajmniej w moim przypadku nie zaszkodzi, ale i jakichś rewelacyjnych efektów nie widać. Serum ma formę przeźroczystego żelu o lekko żółtawej barwie. Mimo zapewnień producenta nie zauważyłam żeby moja skóra pod oczami się wygładziła albo stała się napięta. Serum jest bardzo lekkie, nawilża ale bez wielkiego wow. Czasem nakładałam go na całą twarz, zwykle rano pod makijaż i w tej formie jako  lekki krem na dzień, najbardziej przypadło mi do gustu. 
  • Zrób Sobie Krem Olejek z avocado - jest on bardzo treściwy, wydaje mi się, że raczej do cery suchej niż tłustej, stosowałam go między innymi do mycia twarzy metodą OCM, na włosy i bezpośrednio na twarz kiedy moja skóra była przesuszona i sprawdzał się bardzo dobrze. Świetny także pod oczy. Jednak olejki to moja dawna miłość, teraz zrobiłam się chyba bardziej wygodna i wolę gotowe kosmetyki.
  • Loreal  Ideal Soft oczyszczający płyn micelarny do cery suchej i wrażliwej - bardzo dobry do zmywania makijażu twarzy, do odświeżania i tonizowania skóry. Niestety z makijażem oczu nie do końca sobie radzi. Jak dla mnie bardzo mało wydajny, 200 ml opakowanie starcza góra na trzy tygodnie. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj: Bardzo dobry, ale nie idealny płyn micelarny. 


Włosy:
  • Sweet baby Szampon i płyn do kąpieli 2w1 dla dziewczynek -  płyn zawiera d-pantenol, który moja skóra bardzo lubi i ekstrakt z malin, dzięki któremu naprawdę świetnie pachnie. Płyn kupiłam dla dzieci, ale ze względu na piękny zapach sama też używałam. Bardzo dobrze myje zarówno skórę jak i włosy nie wysusza, nie podrażnia. Jest bardzo wydajny, nie drogi, 400ml butelka kosztowała ok 7 zł. Dzieci bardzo go polubiły. Niestety zawiera sls.
  • Gliss Kur Hair Repair szampon do włosów suchych i bardzo zniszczonych - moje włosy bardzo się polubiły z tym szamponem i z przyjemnością zużyłam go do końca. Dobrze myje, nie obciąża włosów, nie powoduje swędzenia skóry głowy. Więcej o tym szamponie możecie przeczytać tutaj: Gliss Kur Hair Repair do włosów bardzo zniszczonych i suchych. Lubię :).
  • Joanna Multi Color Cream farba do włosów nr 40 cynamonowy brąz - te farbę widzieliście u mnie już kilkanaście razy, bo farbuję nią włosy od dłuższego czasu. Niestety zauważyłam ostatnio, że moje włosy są dość zniszczone a farba im nie pomaga. Od następnego razu mam zamiar farbować włosy inną bardziej przyjazną w składzie farbą. Mam tylko nadzieję, że uda mi się wybrać właściwy kolor i moje włosy nie będą za ciemne. Strasznie tego nie lubię, bo ciemne włosy mnie już niestety postarzają. Jeśli macie zdrowe włosy i ochotę na naprawdę ładny nie za ciemny brąz polecam wam spróbować Joaany Multi Color nr 40.


 I to wszystko co udało mi się zużyć w lutym. Mam nadzieję, że w marcu pójdzie mi równie dobrze.

A jak wasze denka? Znacie któreś z kosmetyków, które pokazałam?


wtorek, 11 marca 2014

Kolorowo mi :) czyli Tint Gloss Super Stay 10 H od Maybelline.

Obiecałam Wam, że na blogu będzie więcej kosmetyków kolorowych i postaram się żeby tak było. Dlatego postanowiłam wprowadzić na blogu nową serię "Kolorowo mi ", w której będę Wam opowiadać o moich codziennych i niecodziennych skarbach do makijażu. Mam jednak problem ze zrobieniem zdjęć, bo zdaje sobie sprawę że najlepiej by było pokazać jak dany produkt wygląda na buzi. Niestety zdjęcia robię sobie sama w dodatku lustrzanką, więc praktycznie na ślepo i nie zawsze wychodzą takie, które można pokazać ludziom :). Moja cera też pozostawia wiele do życzenia, ale to już historia na osobną notkę. Dzisiaj chcę  Wam pokazać Tint Gloss Super Stay 10 H od Maybelline.


Co obiecuje producent :

Długotrwały, nowy zmysłowy efekt i nowy sposób aplikacji - oto zupełnie nowy świat w kategorii długotrwałego efektu na ustach. Ekskluzywny Super Stay 10H Tint Gloss oferuje trwałość flamastra do ust oraz wyjątkowy połysk błyszczyku, aby zapewnić efekt, jakiego do tej pory nie było przez 10 godzin!

Moja opinia:

Muszę przyznać, że Tint dostałam już jakiś czas temu, użyłam parę razy, ale tylko kiedy byłam akurat w domu i nie musiałam wychodzić. Powodem tego jest kolor błyszczyka - piękna, ale mocna czerwień do której nie jestem przyzwyczajona. Zawsze wydawało mi się, że mam zbyt wąskie usta, żebym mogła je malować na ciemniejsze i bardziej wyraziste kolory. Jednak ostatnio pomyślałam, że raz się żyje i w sumie czemu nie i tak oto Tint Maybelline wrócił do łask.

Tint nakłada się dość łatwo, ma bardzo fajny aplikator w kształcie serduszka. Wiadomo, że przy ciemniejszych kolorach, trzeba produkt nakładać bardziej precyzyjnie, ale przy pomocy tego aplikatora udaje się to bez większego problemu. Trzeba jednak uważać i starać się nie wyjeżdżać poza kontur ust. bo zetrzeć błyszczyk nie jest łatwo i kontury mogą się rozmazywać. Zaraz po nałożeniu usta są jakby mokre i błyszczące, ale po chwili produkt zasycha, a im dłużej mam go na ustach staje się mniej błyszczący.



Na opakowaniu nie mogę znaleźć nazwy koloru, który posiadam, ale z tego co sprawdziłam w internecie to musi być malinowa czerwień nr 190 Forever Berry. 




Zaraz po nałożeniu czuć go na ustach jednak kiedy już wyschnie całkowicie można o nim zapomnieć, bo jakby wtapia się w skórę i znika, kolor natomiast zostaje. Oczywiście obietnice producenta o 10 godzinnej trwałości są przesadzone, ale produkt trzyma się na ustach całkiem dzielnie. Nie szkodzi mu nawet wypicie filiżanki kawy, jednak w trakcie jedzenia wyraźnie znika. Pachnie dość przyjemnie, jabłkowymi landrynkami, za to smak ma taki sobie. Zaraz po nałożeniu na usta czuć delikatne mrowienie.

Moim zdaniem prezentuje się całkiem przyjemnie nawet na moich niezbyt wydatnych ustach. Oceńcie sami :



Pojemność 10,5ml. Cena ok 29zł.

I jak Wam się podoba? Ujdzie taki intensywny kolor na moich ustach, czy raczej sobie darować?


Tak jak już wspomniałam na początku tym postem rozpoczynam nową serię na blogu Kolorowo mi :), w najbliższym czasie raz w tygodniu będzie się pojawiał post opowiadający o moich kolorowych kosmetykach. Wychodzi na to, że będzie to co wtorek. Mam nadzieję, że seria się Wam spodoba.



niedziela, 9 marca 2014

Turkusowy Joko + troche błskotek :)

Dzisiaj niedziela, wszyscy w domu już prawie zdrowi, nareszcie miałam, więc chwilę czasu i mogłam się zająć czymś przyjemnym. Postanowiłam poćwiczyć znowu malowanie paznokci, a nawet pokusiłam się o ich ozdobienie. To jak na mnie naprawdę duży wyczyn. Sam manicure bardzo mi się podoba, jednak wykonanie, no cóż nie jest idealne. Nie mam zamiaru się jednak poddawać i będę ćwiczyć, może w końcu kiedyś będę potrafiła pięknie malować paznokcie. Także nie bądźcie zbyt surowi.


Ostatnio pokazywałam Wam czerwień od Joko, z której byłam bardzo zadowolona. Turkus też bardzo polubiłam, chociaż wypada troszkę gorzej niż czerwień. Przede wszystkim nie wystarczy jedna warstwa lakieru, tak jak w przypadku czerwieni. Koniecznie trzeba nałożyć dwie żeby ładnie pokryć paznokcie i żeby nie było widać prześwitów. Lakier jest zamknięty w fajnej szklanej butelce, ma odpowiednią konsystencję nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. Maluje się nim dobrze, bo posiada bardzo wygodny, dość duży pędzelek.






 
Wysycha szybko, co jest dla mnie bardzo ważne bo nie lubię czekać godzinami, aż lakier wyschnie. Nałożyłam go jak zwykle na odżywkę Eveline 8w1, a na wierzch dałam top z kolorowymi drobinkami od Essense, oraz zwykły żelowy top też Essence.


Bardzo podoba mi się takie połączenie turkusu z tymi kolorowymi drobinkami, mam nadzieję że Wam też się spodoba.




Na paznokciach Joko trzyma się około 2 dni, chociaż mam nadzieję, że top Essence przedłuży troszkę jego trwałość.

Pojemność 10 ml. Cena- kupiłam w promocji za ok 9 zł + drugi lakier gratis.

Podoba Wam się taki kolorek? Jaki macie sposób na to żeby przy samych skórkach lakier był położony równiutko?

 


wtorek, 4 marca 2014

W marcu mam zamiar się olejować :)



Na pewno już widziałyście, że u Anwen można zapisać się do nowej akcji włosomaniaczek : Marzec miesiącem olejowania. Nie zastatanawiając się długo postanowiłam wziąć w niej udział. Tym samym zobowiązałam się do olejowania włosów przed każdym myciem, przez cały miesiąc marzec. Jako olej, którego będę używać wybrałam oliwę z oliwek, ponieważ zawsze mam ją w kuchni i bez problemu mogłam zacząć olejowanie praktycznie od ręki. Zresztą mam już pewne doświadczenia w olejowaniu oliwą z oliwek, sprawdza się ona u mnie lepiej niż np olej kokosowy. Nigdy jednak nie miałam w sobie tyle wytrwałości, żeby olejować włosy systematycznie, przez dłuższy okres czasu.

Poczytałam trochę u Anwen o samym olejowaniu i okazało się, że można je przeprowadzać na kilka sposobów. Czego do tej pory nie byłam świadoma. Zawsze nakładałam olej na suche włosy przed ich umyciem. Z tego co wyczytałam jest to najmniej skuteczna metoda.  Zdecydowałam, że będę olejować włosy na serum olejowe w sprayu. 

Jak się okazało sporządzenie takiego specyfiku jest bardzo proste, wystarczy zmieszać w równych proporcjach:
  • wybrany olej
  • odżywkę lub maskę
  • wodę (może być też hydrolat czy sok aloesowy)
Wszystkich zainteresowanych metodami olejowania odsyłam do bloga Anwen, która znakomicie wyjaśnia różne metody olejowania.
 
Swoje serum sporządziłam z oliwy z oliwek i maski Biovaxa do włosów suchych i zniszczonych, a jako że nie posiadam w tej chwili żadnego hydrolatu, ani soku aloesowego dodałam po prostu zwykłą wodę. Wszystko wymieszałam w butelce ze spryskiwaczem. 
 

Pisząc tę notkę właśnie siedzę z włosami spryskanymi tą mieszanką. Nałożyłam ją już drugi raz. Muszę Wam powiedzieć, że jak na razie taka forma olejowania bardzo mi się podoba i strasznie jestem ciekawa efektów. Mam nadzieję, że nie popełniłam błędu wybierają akurat taki skład serum. Trzymajcie kciuki, żeby efekty były jak najlepsze. Niestety moje włosy mimo radykalnego cięcia nie są jeszcze w takiej kondycji jakbym sobie tego życzyła. 

W najbliższym czasie zamierzam kupić trzy najczęściej polecane drogeryjne odzywki : Nivea long repair , Garniera z avocado i żółtą Gliss Kur . Mam też zamiar zmienić farbę do włosów na bardziej delikatną, jak wiecie przez długi czas farbowałam włosy Joanną Multi Cream, teraz mam zamiar spróbować farby Biokap, którą można kupić w aptece. Oby tylko udało mi się dobrać kolor z którego będę zadowolona.
 
Jeśli miałybyście ochotę się przyłączyć to zapisy u Anwen trwają do końca tygodnia.
 
To kto się już zapisał? 
 
 
 
 
 
 


sobota, 1 marca 2014

Ulubione w styczniu i w lutym.

Tym razem pokażę Wam trochę więcej produktów, które ostatnio polubiłam i najchętniej używałam, ponieważ w styczniu nie było ulubieńców, w lutym będą z dwóch miesięcy.


Jako pierwszy chcę Wam przedstawić System pielęgnacji Skóry 3 Kroki Clinique, czyli oczyszczanie, złuszczanie i nawilżanie. Zestaw został specjalnie opracowany dla potrzeb skóry mieszanej i tłustej przez dermatologów.

W zestawie znajduje się: 
  • mydło w płynie (liquid soap oily skin formula, 50 ml), 
  • tonik (clarifying lotion 3, 100 ml) 
  • głęboko nawilżająca emulsja do twarzy (DDML, 30 ml).
Zestawu używam od jakichś dwóch tygodni i moja twarz wygląda w końcu trochę lepiej. Przynajmniej nierówności zaczęły się wygładzać. Na razie jestem w fazie oczyszczania się skóry. Mam nadzieję, że kiedy minie będę się w końcu mogła cieszyć ładną skórą.  Najbardziej do gustu przypadło mi mydełko, świetnie zmywa i odświeża skórę, bardzo dobra jest też emulsja, jest bardzo lekka i na dzień w zupełności wystarcza. Na noc trzeba nałożyć jeszcze dodatkowo krem. Płyn złuszczający natomiast śmierdzi alkoholem, ale ładnie złuszcza i oczyszcza skórę. Zestawu trzeba używać codziennie rano i wieczorem. Za jakiś czas napiszę Wam jak się u mnie sprawdził.


Następny jest balsam Victoria's Secret Aqua Kiss. Nawilżający balsam do ciała, który zawiera aloes, owies i ekstrakt z pestek winogron, a także witaminy E i C. Skóra po jego użyciu staje się gładka i miękka w dotyku. Jednak przede wszystkim balsam cudownie pachnie. Smaruję się nim zawsze wieczorem, bo uwielbiam czuć jego zapach kiedy zasypiam.


Mam jeszcze jednego ulubieńca z Victoria's Secret, a jest to woda perfumowana Victoria's Secret Bombshell.  Zapach jest bardzo zmysłowy  i świeży, ma w sobie zarówno owoce: mandarynkę, ananas, grapefruit i truskawkę, jak i kwiaty: jaśmin, piwonię, orchidee, konwalię. W podstawie zapachu mamy mech, drewno i piżmo, co dodaje mu tajemniczości. Jest to zapach doskonały na każdą porę roku, mnie w te zimowe miesiące przypominał, że niedługo słońce zacznie grzać mocniej, kwiaty rozkwitną i przyjdzie wiosna. Znakomity na poprawę nastroju. Niestety została mi już tylko odrobinka.


Świetny okazał się także Kremowy Żel Pod Prysznic Joanna o zapachu marcepanowych ciasteczek. Żel jak to wszystkie żele Joanny dobrze myje, ale moją uwagę przede wszystkich zwróciły zapachy całej serii. Pierwsze zużywam marcepanowe ciasteczka, kojarzą mi się one z zapachami, które dodawała do ciast moja babcia. Dzięki niemu zimowe kąpiele były naprawdę przyjemne.


W zimie zawsze też nachodzi mnie ochota na Suchy Olejek Nuxe. W tym przypadku także kluczowe znaczenie ma zapcha kosmetyku, który jak dla mnie jest po prostu rewelacyjny. Tym olejkiem mogę się smarować i smarować i wcale mi się to nie nudzi. Doskonały zarówno na twarz, ciało jak i włosy. Więcej możecie przeczytać o nim tutaj : Suchy olejek Nuxe - czy to tylko luksusowy gadżet? 


Na moich paznokciach w ostatnich miesiącach najczęściej gościła chyba Odżywka Eveline 8w1. Maluję nią paznokcie zawsze przed nałożeniem lakieru. Ostatnio zauważyłam, że paznokcie stały się twarde i mocne, mniej się łamią i o wiele łatwiej je zapuścić. Myślę, że to właśnie dzięki odżywce 8w1.

Jeśli nakładałam kolor na paznokcie to najczęściej była to czerwień. Rewelacyjna okazała się ta w numerze J120 i wdzięcznej nazwie Sexy Lady od Joko.  Więcej o tym lakierze możecie poczytać tutaj: Uuuuu Sexy Lady ;).

Zachwycałam się także wszystkim co błyszczące i kiedy zobaczyłam  Essence, Nail Art, Special Effect Topper (Lakier dający specjalny efekt)  02 circus confetti musiał być mój. Świetnie wygląda nałożony na turkusowy albo czerwony lakier. Drobinki są dość duże, ale łatwo się je nakłada, nie trzeba łowić poszczególnych kawałeczków. Ze zmywaniem jest już trochę gorzej, ale i tak o niebo lepiej niż w przypadku piasków. 



 Jako ostatnią chcę Wam pokazać Paletkę Cieni NYC, w której skład wchodzą cztery cienie: jasny beżowy, jasnobrązowy, ciemnobrązowy i bakłażanowy., rozświetlacz oraz baza. Dwa pierwsze cienie są matowe, a dwa kolejne lekko błyszczące. Paletka znakomicie nadaje się do dziennego makijażu, cienie są delikatne, ale dobrze widoczne. Jedynie rozświetlacza nie używam, cała reszta spisuje się bardzo dobrze.




Znacie któregoś z moich ulubieńców? Jeśli jakiś kosmetyk Was zainteresował dajcie znać, to napiszę o nim więcej :). 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...