wtorek, 18 marca 2014

Kolorowo mi - Krem BB Under 20, czyli nie wszystko złoto co się świeci :).

Dzisiaj wtorek, więc przyszła pora na kolejny post z serii Kolorowo mi. Chcę Wam opowiedzieć o drogeryjnym kremie BB, na który skusiłam się podczas 40% obniżki w Rossmanie. Dokładnie mówiąc będzie to multifunkcyjny, antybakteryjny  BB Cream Under Twenty.



Obietnice producenta:

Nawilżanie+matowanie+wyrównanie kolorytu. Idealny do codziennego użytku dla cery z niedoskonałościami. Dzięki połączeniu nawilżającego kremu i pudru antybakteryjnego, otrzymaliśmy produkt o podwójnym działaniu. Długotrwale matuje i nawilża, wyrównuje koloryt skóry, maskuje zaczerwienienia i zmniejsza widoczność porów, maskuje niedoskonałości skóry. Zawiera filtry UV

Skład:



Moja opinia:

Krem BB Under 20 kupiłam skuszona opiniami na blogach, dodatkowo zachęciło mnie to że miał być antybakteryjny i bardzo lekki. Miałam nadzieję, że będzie to właśnie lekki krem tonujący. Nie potrzebuje jakiegoś wielkiego krycia, tzn czasem potrzebuję, ale od tego mam korektor. Dodatkowo producent obiecuje także matowienie skóry, a to u mnie akurat bardzo pożądane.

Krem otrzymujemy w 75 ml tubie, także jest go dość sporo. Zakrętka jest zamykana na zatrzask, co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Krem ma przyjemny świeży zapach. Posiadam odcień 02 natural i jest to  ładny beż, wpadający raczej w żółty kolor, nie ma w sobie różowych tonów.




Under20 łatwo się aplikuje i bardzo fajnie rozprowadza na skórze. Krycie określiłabym jako lekkie w kierunku średniego. Na większe niespodzianki będzie konieczny korektor. Krem po nałożeniu na twarz wygląda naturalnie, nie tworzy efektu maski. Wykończenie absolutnie nie jest matowe, skóra jest raczej ładnie rozświetlona. I wszystko było by pięknie gdy nie to, że u mnie taki stan utrzymuje się około godziny. Potem skóra zaczyna się masakrycznie świecić i mam wrażenie jakbym posmarowała twarz olejem. Oczywiście na wszelkiego rodzaju podkłady zawsze nakładam puder sypki lub w kamieniu, żeby zmatowić skórę i przedłużyć trwałość makijażu. Robiłam do niego kilka podejść w różnych porach roku, bo myślałam że w chłodniejsze dni będzie sprawdzał się lepiej. Niestety efekt zawsze był taki sam, chociaż przy pierwszych użyciach wydawał mi się dość fajny.

Zresztą zobaczcie sami, tak moja skóra wygląda po upływie nieco ponad godziny od nałożenia kremu BB Under 20:


Dodatkowo krem zbiera się w porach i dość szybko znika z twarzy. Moim zdaniem producent trochę przesadził z obietnicami. Krem ten pewnie będzie lepszy dla posiadaczek suchej cery, nie sądzę, żeby sprawdzał się przy cerach tłustych, lub chociażby mieszanych. Ponieważ jest bardzo wydajny, zostało mi go jeszcze 2/3 opakowania, niestety nie polubiliśmy się i krem raczej pójdzie w świat, jeśli ktoś go zechce :).

Opakowanie 75ml. Cena ok 14zł.

A jakie są Wasze przygodny z drogeryjnymi kremami BB, czy któryś się Wam sprawdził? A może ktoś używał tego konkretnego?

poniedziałek, 17 marca 2014

Poniedziałek w gabinecie kosmetycznym;) czyli o peelingu kawitacyjnym i złuszczaniu kwasem migdałowym:)

Kończy mi się kolejny specyfik do twarzy, a ja ciągle nie jestem zadowolona z efektów. Niby coś się poprawiło, niby jest troszkę lepiej, ale to ciągle nie jest to, o co by mi chodziło. Mam trochę problem z doborem odpowiedniej pielęgnacji, ponieważ moja skóra jest mieszana w kierunku tłustej, w dodatku problematyczna, a taką cerę nie łatwo pielęgnować. Moją zmorą są także rozszerzone pory, zaskórniki oraz znaczne świecenie się skóry. Jako, że pomału zaczyna mi brakować pomysłów na pielęgnację mojej cery, postanowiłam udać się po pomoc i poradę do specjalisty. Chciałam też skorzystać z zabiegów pielęgnacyjnych. Tym sposobem dzisiaj z samego rana, udałam się do gabinetu kosmetycznego. Za namową kosmetyczki, zdecydowałam się na peeling kawitacyjny i złuszczanie kwasem migdałowym.

Co to jest peeling kawitacyjny ?

Pelling kawitacyjny jest to bezbolesne, głębokie oczyszczanie skóry za pomocą wibracji ultradźwiękowej, która pozwala na dokładne usunięcie nadmiaru sebum z porów i mieszków włosowych, pozbycie się zrogowaciałego naskórka, zaskórników, wągrów i bakterii. Zapewnia wygładzenie i regenerację skóry, poprawia mikrokrążenie, ma działanie dezynfekujące. Przeznaczony do bardzo wrażliwej, delikatnej, cienkiej skóry, skłonnej do podrażnień i rozszerzonych naczynek, trudno gojącej się, a także jako bezinwazyjny zabieg oczyszczający dla skóry skłonnej do wyprysków, trądzikowej, przetłuszczającej się.

Zabieg sam w sobie nie jest nieprzyjemny.Wygląda to w ten sposób, że skóra zostaje zmoczona np solą fizjologiczną i kosmetyczka jeździ po twarzy czymś w rodzaju metalowej szpatułki, wprowadzając w naszą skórę utradźwieki. Jedyna niedogodność jest taka, że woda trochę chlapie i trzeba mieć zamknięte oczy. Kiedy moja skóra była już dokładnie oczyszczona przyszła pora na złuszczanie kwasem migdałowy.  

Złuszczanie kwasem migdałowym:

Zabiegi z wykorzystaniem kwasu migdałowego szczególnie polecane są osobom o skórze wrażliwej, w przypadku której działanie innych kwasów (np. glikolowego) może być zbyt silne. Peeling kwasem migdałowym znajduje zastosowanie przede wszystkim jako zabieg rozjaśniający i likwidujący bakteryjne stany zapalne skóry.


Zastosowanie peelingu kwasem migdałowym:
 
Kwas migdałowy spośród innych kwasów AHA wyróżnia się silnym działaniem antybakteryjnym, które sprawia, że zabiegi z jego wykorzystaniem z powodzeniem stosowane są w leczeniu stanów zapalnych skóry, zwłaszcza trądziku. Kwas ten ma także działanie odbarwiające, dlatego też peeling polecany jest szczególnie w przypadku przebarwień skóry, takich jak piegi, przebarwienia posłoneczne oraz melasma (brązowe przebarwienia na twarzy pojawiające się najczęściej u kobiet po 30 roku życia, związane głównie z menopauzą, ciążą, stosowaniem antykoncepcji hormonalnej i chorobami wątroby). Dzięki delikatnym właściwościom złuszczającym peeling spłyca niewielkie zmarszczki oraz blizny potrądzikowe. Brak działania zwiększającego wrażliwość skóry na promieniowanie słoneczne sprawia, że peeling migdałowy może być wykonywany bez względu na porę roku. Peeling kwasem migdałowym regeneruje, wygładza i nawilża skórę, pobudza produkcję kolagenu i elastyny, rozjaśnia przebarwienia, przeciwdziała trądzikowi i zaskórnikom oraz zwęża rozszerzone pory. Kuracja dobroczynnego działania peelingu z kwasem migdałowym, powinna obejmować kilka zabiegów. Mimo że kwas migdałowy nie zwiększa wrażliwości na promieniowanie UV, w trakcie kuracji należy stosować kremy z filtrami.


Kwas był w formie jakby lekkiego wodnistego żelu, tzn tak mi się wydaje bo widzieć go nie widziałam. Bałam się trochę, że skóra po jego nałożeniu może szczypać, ale praktycznie nic takiego się nie działo. Kosmetyczka sprawdzała jednak dokładnie, praktycznie cały czas jak moja skóra reaguje na kwas i w niektórych miejscach dość szybko neutralizowała jego działanie. Potem kwas został zneutralizowany na całej twarzy, a następnie zmyty. Na tak przygotowana skórę zostało zaaplikowane serum przeciwtrądzikowe i kosmetyczka wykonała delikatny masaż twarzy.  Na serum nałożyła grubą warstwę maski algowej i w tej masce leżałam sobie 20 minut. Zdjęcie z Instagramu, robione telefonem wybaczcie jakość :)



Maska była niesamowicie zimna, ale ponoć taka właśnie ma być. Po tym czasie maska została ściągnięta, zeszła ładnie w całości. Czemu mnie się to nigdy nie udaje? i zmywanie alg to jakiś koszmar?!. Na koniec był już tylko krem, ochronny i chyba trochę łagodzący bo spokojnie oczywiście przy dużej dozie dobrej woli patrzących, mogłam się pokazać na ulicy, bez obawy że ktoś ucieknie z krzykiem.

Czego się dowiedziałam o mojej skórze?

Kosmetyczka potwierdziła, że skórę mam mieszaną, z tłustą strefą T i to tutaj pojawia się świecenie, rozszerzone pory i niedoskonałości, oraz z tendencją do przesuszania na policzkach. Dodatkowo moja skóra, nie jest tak jak mi się wydawało gruba-nawet w strefie T, tylko właśnie cienka, co podobno świadczy o tym, że jest skórą wrażliwą. Jeśli już to powinnam do pielęgnacji używać kosmetyki na trądzik różowaty, bo są one mniej drażniące niż normalne preparaty antytrądzikowe. Muszę w tej kwestii zgłębić temat, bo przyznam że sama na to nie wpadłam. Nieraz natomiast zauważyłam, że kosmetyki do cery tłustej trądzikowej się u mnie nie sprawdzają.

Czy wystarczy jeden zabieg?
Niestety, przy takiej cerze jak moja nie wystarczy wykonać jeden zabieg, żeby uzyskać zadowalające i bardziej trwałe rezultaty. Będzie konieczna seria zabiegów - co najmniej cztery. Ile dokładnie, to się okaże w trakcie najbliższych dwóch zabiegów.

Zalecenia do domu:

Zabieg robiłam dzisiaj rano i w dniu dzisiejszym, nie wolno myć twarzy drażniącymi produktami, można przemyć tonikiem, w moim przypadku najlepiej takim do cery wrażliwej. Po drodze kupiłam więc L'Oreal Ideal Soft Łagodzący tonik oczyszczający do cery suchej i wrażliwej. Na następny zabieg jestem zapisana za 10 dni. Odstęp między poszczególnymi zabiegami powinien wynosić nie mniej niż 7 dni, ale nie więcej niż 12 dni. Wtedy ponoć otrzymujemy najlepsze efekty. Mam także narazie nie używać zestawu 3 Kroków Clinique, a szczególnie płynu złuszczającego, który zawiera niestety alkohol. Twarz powinnam najlepiej zmywać mleczkiem i tonikiem. Niezbyt lubię mleczka, ale mam jeszcze trochę morelowego z Balea, więc spróbuję. Dostałam także do domu próbki kremu z kwasem Clarena, które mam zużyć na noc. Na dzień mam używać krem nawilżający, a po nocy przemywać twarz tylko tonikiem, już bez użycia żelu i wody. 

 Efekty?

Ogólnie moja skóra po zabiegu wygląda na razie całkiem dobrze. Znaczni zmniejszyły się i oczyściły pory, w niektórych miejscach prawie wcale ich nie widać. Skóra jest oczyszczona i wygładzona, bardziej napięta,  nawet zmarszczki wokół oczu są mniej widoczne. Nie zauważyłam natomiast redukcji przebarwień. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że skóra będzie się oczyszczać i wysyp niedoskonałości jest wielce prawdopodobny. Jestem jednak dobrej myśli. 

Przed zabiegiem zrobiłam zdjęcia, żeby potem mieć porównanie :


Widzicie jak moja skóra się bardzo świeci, chociaż upłynęło nie całe dwie godziny od nałożenia podkładu.

Tutaj natomiast skóra bez podkładu zaraz po powrocie z zabiegu:



Obecnie na czole było najwięcej niedoskonałości i nierówności. Mam nadzieję, że po skończonych zabiegach będę w końcu mogła cieszyć się w miarę przyzwoitą cerą. Chciałabym zredukować niedoskonałości, świecenie się skóry oraz rozszerzone pory. Nie obrażę się także, jak zmarszczki w okół oczu choć troszkę się spłycą.


Co myślicie o takich zabiegach w gabinecie kosmetycznym? Waszym zdaniem warto w nie inwestować czy nie? A może robiliście już takie zabiegi i możecie opowiedzieć o efektach?


sobota, 15 marca 2014

Wykończeni w lutym:)

Pora wyrzucić śmieci, więc dzisiaj będzie o kosmetykach, które udało mi się zużyć w lutym. Nie ma tego może jakoś dużo, ale i tak się cieszę, że nareszcie udaje mi się zużywać kosmetyki do końca.


Na początek pielęgnacja ciała:

  • Eucerin Olejek pod prysznic do suchej skóry- świetny, mega wydajny olejek. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Jest bardzo delikatny, dobrze myje i nie wysusza skóry. W moim przypadku nie musiałam nawet codziennie używać balsamu. Więcej o olejku możecie przeczytać w pełnej recenzji:  Eucerin - Olejek pod prysznic do skóry suchej i wrażliwej.
  • Joanna Naturia Peeling myjący z kawą, wygładzający -  to kolejne opakowanie tego produktu, miałam różne wersje zapachowe i wszystkie sprawdzają się świetnie. Peeling nie tylko dobrze myje, ale dzięki temu, że jest dość mocny wygładza skórę i sprawia, że staje się miła i gładka w dotyku. 
  • FM Spa Sól do kąpieli paczula - jedna z moich ulubionych soli do kąpieli, ma bardzo przyjemny i intensywny zapach, który nie znika po wsypaniu soli do wanny. Kiedy biorę kąpiel z tymi solami pachnie nie tylko cała łazienka ale i dom. Mojej skóry nie wysusza, ale niestety zawiera sls, więc pewnie nie wszyscy będą z niej zadowoleni. Więcej o soli możecie przeczytać w pełnej recenzji: Sól do kąpieli FM SPA . 


 Pielęgnacja twarzy:

  • Balea Serum pod oczy z kwasem hialuronowym - to jeden z kosmetyków, który przynajmniej w moim przypadku nie zaszkodzi, ale i jakichś rewelacyjnych efektów nie widać. Serum ma formę przeźroczystego żelu o lekko żółtawej barwie. Mimo zapewnień producenta nie zauważyłam żeby moja skóra pod oczami się wygładziła albo stała się napięta. Serum jest bardzo lekkie, nawilża ale bez wielkiego wow. Czasem nakładałam go na całą twarz, zwykle rano pod makijaż i w tej formie jako  lekki krem na dzień, najbardziej przypadło mi do gustu. 
  • Zrób Sobie Krem Olejek z avocado - jest on bardzo treściwy, wydaje mi się, że raczej do cery suchej niż tłustej, stosowałam go między innymi do mycia twarzy metodą OCM, na włosy i bezpośrednio na twarz kiedy moja skóra była przesuszona i sprawdzał się bardzo dobrze. Świetny także pod oczy. Jednak olejki to moja dawna miłość, teraz zrobiłam się chyba bardziej wygodna i wolę gotowe kosmetyki.
  • Loreal  Ideal Soft oczyszczający płyn micelarny do cery suchej i wrażliwej - bardzo dobry do zmywania makijażu twarzy, do odświeżania i tonizowania skóry. Niestety z makijażem oczu nie do końca sobie radzi. Jak dla mnie bardzo mało wydajny, 200 ml opakowanie starcza góra na trzy tygodnie. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj: Bardzo dobry, ale nie idealny płyn micelarny. 


Włosy:
  • Sweet baby Szampon i płyn do kąpieli 2w1 dla dziewczynek -  płyn zawiera d-pantenol, który moja skóra bardzo lubi i ekstrakt z malin, dzięki któremu naprawdę świetnie pachnie. Płyn kupiłam dla dzieci, ale ze względu na piękny zapach sama też używałam. Bardzo dobrze myje zarówno skórę jak i włosy nie wysusza, nie podrażnia. Jest bardzo wydajny, nie drogi, 400ml butelka kosztowała ok 7 zł. Dzieci bardzo go polubiły. Niestety zawiera sls.
  • Gliss Kur Hair Repair szampon do włosów suchych i bardzo zniszczonych - moje włosy bardzo się polubiły z tym szamponem i z przyjemnością zużyłam go do końca. Dobrze myje, nie obciąża włosów, nie powoduje swędzenia skóry głowy. Więcej o tym szamponie możecie przeczytać tutaj: Gliss Kur Hair Repair do włosów bardzo zniszczonych i suchych. Lubię :).
  • Joanna Multi Color Cream farba do włosów nr 40 cynamonowy brąz - te farbę widzieliście u mnie już kilkanaście razy, bo farbuję nią włosy od dłuższego czasu. Niestety zauważyłam ostatnio, że moje włosy są dość zniszczone a farba im nie pomaga. Od następnego razu mam zamiar farbować włosy inną bardziej przyjazną w składzie farbą. Mam tylko nadzieję, że uda mi się wybrać właściwy kolor i moje włosy nie będą za ciemne. Strasznie tego nie lubię, bo ciemne włosy mnie już niestety postarzają. Jeśli macie zdrowe włosy i ochotę na naprawdę ładny nie za ciemny brąz polecam wam spróbować Joaany Multi Color nr 40.


 I to wszystko co udało mi się zużyć w lutym. Mam nadzieję, że w marcu pójdzie mi równie dobrze.

A jak wasze denka? Znacie któreś z kosmetyków, które pokazałam?


wtorek, 11 marca 2014

Kolorowo mi :) czyli Tint Gloss Super Stay 10 H od Maybelline.

Obiecałam Wam, że na blogu będzie więcej kosmetyków kolorowych i postaram się żeby tak było. Dlatego postanowiłam wprowadzić na blogu nową serię "Kolorowo mi ", w której będę Wam opowiadać o moich codziennych i niecodziennych skarbach do makijażu. Mam jednak problem ze zrobieniem zdjęć, bo zdaje sobie sprawę że najlepiej by było pokazać jak dany produkt wygląda na buzi. Niestety zdjęcia robię sobie sama w dodatku lustrzanką, więc praktycznie na ślepo i nie zawsze wychodzą takie, które można pokazać ludziom :). Moja cera też pozostawia wiele do życzenia, ale to już historia na osobną notkę. Dzisiaj chcę  Wam pokazać Tint Gloss Super Stay 10 H od Maybelline.


Co obiecuje producent :

Długotrwały, nowy zmysłowy efekt i nowy sposób aplikacji - oto zupełnie nowy świat w kategorii długotrwałego efektu na ustach. Ekskluzywny Super Stay 10H Tint Gloss oferuje trwałość flamastra do ust oraz wyjątkowy połysk błyszczyku, aby zapewnić efekt, jakiego do tej pory nie było przez 10 godzin!

Moja opinia:

Muszę przyznać, że Tint dostałam już jakiś czas temu, użyłam parę razy, ale tylko kiedy byłam akurat w domu i nie musiałam wychodzić. Powodem tego jest kolor błyszczyka - piękna, ale mocna czerwień do której nie jestem przyzwyczajona. Zawsze wydawało mi się, że mam zbyt wąskie usta, żebym mogła je malować na ciemniejsze i bardziej wyraziste kolory. Jednak ostatnio pomyślałam, że raz się żyje i w sumie czemu nie i tak oto Tint Maybelline wrócił do łask.

Tint nakłada się dość łatwo, ma bardzo fajny aplikator w kształcie serduszka. Wiadomo, że przy ciemniejszych kolorach, trzeba produkt nakładać bardziej precyzyjnie, ale przy pomocy tego aplikatora udaje się to bez większego problemu. Trzeba jednak uważać i starać się nie wyjeżdżać poza kontur ust. bo zetrzeć błyszczyk nie jest łatwo i kontury mogą się rozmazywać. Zaraz po nałożeniu usta są jakby mokre i błyszczące, ale po chwili produkt zasycha, a im dłużej mam go na ustach staje się mniej błyszczący.



Na opakowaniu nie mogę znaleźć nazwy koloru, który posiadam, ale z tego co sprawdziłam w internecie to musi być malinowa czerwień nr 190 Forever Berry. 




Zaraz po nałożeniu czuć go na ustach jednak kiedy już wyschnie całkowicie można o nim zapomnieć, bo jakby wtapia się w skórę i znika, kolor natomiast zostaje. Oczywiście obietnice producenta o 10 godzinnej trwałości są przesadzone, ale produkt trzyma się na ustach całkiem dzielnie. Nie szkodzi mu nawet wypicie filiżanki kawy, jednak w trakcie jedzenia wyraźnie znika. Pachnie dość przyjemnie, jabłkowymi landrynkami, za to smak ma taki sobie. Zaraz po nałożeniu na usta czuć delikatne mrowienie.

Moim zdaniem prezentuje się całkiem przyjemnie nawet na moich niezbyt wydatnych ustach. Oceńcie sami :



Pojemność 10,5ml. Cena ok 29zł.

I jak Wam się podoba? Ujdzie taki intensywny kolor na moich ustach, czy raczej sobie darować?


Tak jak już wspomniałam na początku tym postem rozpoczynam nową serię na blogu Kolorowo mi :), w najbliższym czasie raz w tygodniu będzie się pojawiał post opowiadający o moich kolorowych kosmetykach. Wychodzi na to, że będzie to co wtorek. Mam nadzieję, że seria się Wam spodoba.



niedziela, 9 marca 2014

Turkusowy Joko + troche błskotek :)

Dzisiaj niedziela, wszyscy w domu już prawie zdrowi, nareszcie miałam, więc chwilę czasu i mogłam się zająć czymś przyjemnym. Postanowiłam poćwiczyć znowu malowanie paznokci, a nawet pokusiłam się o ich ozdobienie. To jak na mnie naprawdę duży wyczyn. Sam manicure bardzo mi się podoba, jednak wykonanie, no cóż nie jest idealne. Nie mam zamiaru się jednak poddawać i będę ćwiczyć, może w końcu kiedyś będę potrafiła pięknie malować paznokcie. Także nie bądźcie zbyt surowi.


Ostatnio pokazywałam Wam czerwień od Joko, z której byłam bardzo zadowolona. Turkus też bardzo polubiłam, chociaż wypada troszkę gorzej niż czerwień. Przede wszystkim nie wystarczy jedna warstwa lakieru, tak jak w przypadku czerwieni. Koniecznie trzeba nałożyć dwie żeby ładnie pokryć paznokcie i żeby nie było widać prześwitów. Lakier jest zamknięty w fajnej szklanej butelce, ma odpowiednią konsystencję nie jest ani za gęsty, ani za rzadki. Maluje się nim dobrze, bo posiada bardzo wygodny, dość duży pędzelek.






 
Wysycha szybko, co jest dla mnie bardzo ważne bo nie lubię czekać godzinami, aż lakier wyschnie. Nałożyłam go jak zwykle na odżywkę Eveline 8w1, a na wierzch dałam top z kolorowymi drobinkami od Essense, oraz zwykły żelowy top też Essence.


Bardzo podoba mi się takie połączenie turkusu z tymi kolorowymi drobinkami, mam nadzieję że Wam też się spodoba.




Na paznokciach Joko trzyma się około 2 dni, chociaż mam nadzieję, że top Essence przedłuży troszkę jego trwałość.

Pojemność 10 ml. Cena- kupiłam w promocji za ok 9 zł + drugi lakier gratis.

Podoba Wam się taki kolorek? Jaki macie sposób na to żeby przy samych skórkach lakier był położony równiutko?

 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...